No i ruszyliśmy!
Trochę niepewnie, trochę z ekscytacją – ale z ogromną radością przywitaliśmy naszych kursantów po wakacyjnej przerwie.
Pierwsze wrażenia?
Mega pozytywne. Dzieciaki wbiegają do sal z uśmiechem, rodzice zerkają przez szybę z lekkim niedowierzaniem, a my… no cóż, cieszymy się jak dzieci, że znowu są z nami.
Już w pierwszym tygodniu:
- rozgadaliśmy się po angielsku (czasem bardziej, czasem mniej elegancko – ale zawsze odważnie),
- poznaliśmy nowych kolegów i nasze lektorki,
- oswoiliśmy się z salami i planem,
- przypomnieliśmy sobie, że angielski może być ciekawy i daje frajdę, nawet gdy trzeba pogłówkować.










Co nas ucieszyło?
To, że nawet nasi najmłodsi kursanci pamiętają sporo z zeszłego roku. Serio – niektórzy zaskoczyli nas tym, co im zostało w głowach przez całe lato.
Coś czuję, że ten rok będzie naprawdę mocny.
Kilka momentów, które zostaną z nami:
6-latek, który chciał powiedzieć „I like apples”, a wyszło coś, co nawet native speaker miałby problem zrozumieć
Mama, która powiedziała: „Moje dziecko jeszcze nigdy nie wracało z zajęć z takim bananem na twarzy”
Starszak, który po trzech minutach stwierdził: „tu jest lepiej niż w szkole”
Dziękujemy, że jesteście z nami. Dziękujemy za zaufanie. Trzymamy kciuki za każde „Hello!”, za każdą próbę, za każdy moment, w którym dzieciaki zapominają, że to w ogóle nauka.
No to lecimy dalej!








„Najlepszym sposobem, by nauczyć się języka, jest… przestać się go bać!”






